ustawienia strony wyjściowe wysoki kontrast większe litery

Rok 1991

Pomysł i przygotowania do uruchomienia działu hipoterapii opisała pani Urszula w dziale geneza. W wyniku opisanych tam działań, na jesieni 1990 roku, przyjechała do Lasek Edda Hartig, wraz z dwuletnim koniem Bella.


Bella była jeszcze źrebakiem i została zabrana wprost ze stada w Niemczech. W Laskach Edda przez rok szkoliła Bellę, przygotowując ją do pracy w hipoterapii. Klacz źle znosiła samotność, dlatego wypożyczono z ośrodka hipoterapii na ulicy Nowoursynowskiej w Warszawie konia rasy huculskiej Płaja.


W tym czasie padok dla koni był koło Domu Świętego Maksymiliana, a ujeżdżalnia naprzeciwko obecnego budynku Szkoły Podstawowej, po przeciwnej stronie ulicy Brzozowej. Zgłosił się pierwszy wolontariusz Janek Placha (wtedy uczeń, obecnie znany architekt). Jednym z pierwszych uczniów korzystających z hipoterapii był Zbyszek Kaczmarczyk, obecnie pracujący w centrali telefonicznej.


Rok 1992


Płaj musiał wrócić do stajni na Ursynowie. Ponieważ Bella bardzo tęskniła za towarzystwem, w czerwcu kupiono ze stada ogierów w Sierakowie 9-letnią klacz rasy konik polski o imieniu Nekla. Klacz była zaźrebiona ogierem Trucht. Można już było prowadzić hipoterapię w szerszym zakresie, dlatego szukano nowego hipoterapeuty.


Został nim Robert Michalski, pracujący w Fundacji Hipoterapia na Wolicy. Zdał egzamin praktyczny u Eddy i miał zacząć pracę od nowego roku szkolnego. Gdy 1 września pojawił się w pracy, okazało się, że Edda w sierpniu postanowiła wyjechać na stałe do Niemiec.


Robert od początku zabierał ze sobą do stajni swojego foksteriera Fugę. Takie były początki „dogoterapii” w Laskach (i w Polsce jak twierdzi Robert, ale tak naprawdę termin "Dogoterapia" wprowadziła Maria Czerwińska w 1996 roku po swoich wizytach w Laskach).


To wcale nie jest żart Fuga wystapiła w kilku filmach i była opisana w gazetach, a nawet jest w książce "Jazda konna dla osób niepełnosprawnych"...





Fuga pracowała również przez szereg lat w Przedszkolu Integracyjnym numer 45 w Warszawie...



Oraz w Fundacji Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym "Hipoterapia" na Wolicy, gdzie Robert jeździł dwa razy w tygodniu.


Stajnia była wtedy dużo mniejsza niż obecnie. Była tylko ta część od strony kompostownika, w zasadzie jeden duży boks. Robert przyjeżdżał o godzinie siódmej rano, żeby karmić konie. Nie było stajennego, więc przez kilka lat zajęcia hipoterapii, karmienie, wyprowadzanie, trening koni oraz obrządek stajni były na głowie Roberta. W soboty i niedziele pomagali wyprowadzać konie p.Urszula Weber i wolontariusz Janek Placha.


Dobudowano obszerny boks dla Neli i spodziewanego źrebaka. Przy ujeżdżalni postawiono podest i ławeczkę a w następnych latach altankę, w której dzieci mogły czekać na zajęcia. Obecnie altanka stoi koło padoku przy małej stajni, trzymamy w niej różne akcesoria do pracy z końmi i prowadzenia zajęć z dziećmi.


Funkcje krytego lonżownika miała pełnić drewniana stodoła znajdująca się przy placu na którym odbywały się zajęcia z hipoterapii, niestety pewnej nocy ktoś ją podpalił i doszczętnie spłonęła zanim zaczęto z niej korzystać. Robert tylko kilka razy wprowadzał tam konie, do zimy miała być częściowo opróżniona ze słomy.


Już wtedy tygodniowo około 80 dzieci korzystało z hipoterapii i terapeutycznej jazdy konnej prowadzonej przez Roberta, w tym około trzydzieścioro dzieci z przedszkola. Z konieczności zajęcia dla większości dzieci były krótsze niż obecnie i z reguły odbywały się na ujeżdżalni. Popołudniami oba konie pracowały jednocześnie, a uczniowie przychodzili grupkami.


Ten rok był ważny dla polskiej hipoterapii: podczas konferencji hipoterapii w Krakowie powstało Polskie Towarzystwo Hipoterapeutyczne. Robert był jednym z założycieli.


Rok 1993


W lutową niedzielę Nekla urodziła klaczkę. W wyniku konkursu zorganizowanego przez Roberta, jeźdźcy i amazonki zgłosili szereg imion w tym Niwę. Warunkiem było zachowanie nazewnictwa przyjętego w polskich stadninach, a więc imię na literę N. Ostatecznie klaczce zmieniono imię na Nela. Niektóre propozycje niezbyt dobrze rokowały na przyszłość, przykładowo: Nerwica, Narkomanka.


Nela była grzecznym źrebakiem i przez pierwsze miesiące towarzyszyła matce podczas zajęć. Gdy już podrosła, zostawała na wybiegu, a przedszkolaki miały dodatkową atrakcję w postaci częstego i bardzo głośnego rżenia Nekli.



Nela została przez Roberta odsadzona w wieku 8 miesięcy, ale nadal towarzyszyła Nekli podczas porannych treningów po puszczy. Gdy skończyła trzy lata została przyzwyczajona do jeźdźca i ujeżdżona. Robert już wcześniej stopniowo przyzwyczaił ją do ogłowia, siodła, poruszania się na lonży i w ręku.


Nekla wkrótce po porodzie była kryta w stajni w Wólce Węglowej. Robert jeździł tam konno z ówczesnym kierownikiem działu gospodarczego Robertem Hejną. Dzięki staraniom dyrektora administracyjnego pana Witolda Podczaskiego, Laski dostały starą bryczkę. Wyremontowana przez pracowników Zakładu, służyła sporadycznie do jazdy dla dzieci. Oczywiście najpierw Robert musiał przyuczyć Neklę a potem Nelę i Aleksa do zaprzęgu. Ze względu na kolejną ciążę, Nekla tylko początkowo była zaprzęgana do bryczki. To wtedy po raz pierwszy skorzystał z niej Św. Mikołaj odwiedzający Laski (w osobie pana Stanisława Badeńskiego).


Dzieci bardzo się przejmowały pojawieniem koni w Laskach, oźrebieniem Nekli, uczestnictwo w zajęciach było dla nich ważnym doświadczeniem. Tu prace Jurka Ratyńskiego.



Rok 1994


Nekla urodziła martwe źrebię. Plagi wystepujące w owych latach to myszy, które zjadły but Robertowi, a w lecie plaga komarów. W południe, między zajęciami Robert wyprowadzał konie na wybieg. Przebywając tam tylko godzinę, ciągle się tarzały, a i tak były całe w bąblach, poza miejscami, gdzie chroniła je grzywa i ogon.


Początkowo pan Włodzimierz Samborski pomagał podczas zajęć dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym. Jednak wkrótce dzięki Norweskiej Fundacji wybudowano budynek rehabilitacyjny, oraz basen do prowadzenia rehabilitacji i tam miał wiele pracy.