ustawienia strony wyjściowe wysoki kontrast większe litery

Rok 2011


Nowy rok rozpoczął się od spotkania z dwoma łosiami w lesie. Gdy odpoczywające łosie zaczęły się podnosić, nasze konie z jeźdźcami na grzbietach salwowały się gwałtowną ucieczką. W zdarzeniu tym brali udział: Dorotka Makowiecka na Biszkopcie, Monika Kotyńska (wolontariuszka) na Nortonie i Wanda na Aleksie, w dodatku na skrzyżowaniu przed Łosiową Górką ktoś zrobił bałwana pakera.


Pod koniec stycznia za pieniądze Towarzystwa Gocha kupiła kuca szetlandzkiego Bajkę. Miała stanowić pomoc dydaktyczną dla kółka hipologicznego działającego w naszej stajni. Wprowadziliśmy zmiany w żywieniu koni, zaczęliśmy podawać im mesz w czwartki.


Po Trzosie zaczyna być widać jego lata, nasilają się różne objawy, powiększają się mu węzły chłonne, kiepsko gryzie (robi takie kulki z siana), zanikają mu mięśnie.


Marzec został upamiętniony podwójnym upadkiem z koni podczas galopu w lesie. Aleks czegoś się przestraszy i odskoczył, a Wanda znalazła się na ziemi. Jadący za nią Biszkopt też odskoczył, a siedząca na nim Asia Soborska została na gałęzi. Konie nie uciekły daleko, czekały co dalej.


Ania Kucharska wciągnęła w wolontariat swoje dzieci i zaczęła z nimi przychodzić w weekendy, popracować przy koniach. Szczególną opieką otaczają Trzosa i Bajkę. Jedna z tuj posadzonych przed stajnią nie przeżyła zimy. Robert na jej miejsce posadził krzak bzu, mamy tam mini ogródek.

Bajka odwiedziła dzieci w naszym przedszkolu. Została entuzjastycznie przyjęta, relację z tego spotkania wyemitowano w telewizyjnej Panoramie.

Bajka z Fuzją zostały wypuszczone na łąkę za murem. Łąka jest tak ogrodzona, że Bajka może ją spokojnie opuścić kiedy tylko chce, dlatego też została „zapalikowana”. Chyba im się tam specjalnie nie podobało, bo stamtąd uciekły.

Podejrzewamy, że to Fuzja opuściła łąkę, a Bajka nie chcąc zostać sama pognała za nią ciągnąc jeszcze za sobą ten super palik. Wpadły na teren zakładu, ale nie poszły ani do koni ani do stajni tylko wpadły do warzywniaka koło szklarni. Wanda i Dorota usiłowały je tam złapać, ale nie udało się. Przez dłuższy czas trwała gonitwa po grządkach warzyw. Panowie pracujący tam mieli bardzo dziwne miny. Udało się w końcu je z stamtąd wygonić, ale nie złapać. Dopiero wzięte w „dwa ognie” dały się zapędzić na padok.

W kwietniu i maju gościliśmy konie Hippolandu z Zagórza, najpierw Ernala, a potem Rimela - mają treningi z Gochą. Niezawodni wolontariusze razem z nami malowali boksy w stajni i oczyszczali mały wybieg z gruzu.


W tym roku wyjątkowo odświętnie obchodzone było święto Ośrodka, gdyż 11 maja minęła setna rocznica powstania Towarzystwa Opieki nad Ociemnialymi. Z tej okazji Mennica Panstwowa wybiła okolicznościową monetę.


W czerwcu obchodziliśmy Dzień Dziecka w przedszkolu. Konie dzielnie zniosły olbrzymie parasole, latające balony, dmuchane zamki i głośną muzykę.



Pod koniec czerwca zorganizowaliśmy ognisko na zakończenie roku szkolnego dla młodzieży korzystającej z hipoterapii.


Jak zwykle letni turnus z paniami z Żułowa. W wakacje dostaliśmy swoją własną łazienkę w budynku pralni, pomalowaliśmy ją we wrześniu.


W październiku święcenie zwierząt, w prezencie od przedszkola dostaliśmy śliczny kilimek z końmi i powiesiliśmy go w pokoju z Elektronami.


Trzynastego grudnia Wigilia w stajni dla młodzieży. Tym razem zrobiliśmy na korytarzu w stajni stoły z kostek słomy, a siedzenia z kostek siana i tam przyjmowaliśmy zaproszonych gości. W tym roku też odwiedziła nas pani Mikołajowa z reniferem (olbrzymim psem) i rozdawała prezenty.



Rok 2012


na zdjęciu budowa wiaty

Na miejscu podartego wojskowego namiotu na siano stanęła wiata na maszyny rolnicze. Szkoda, że to nie kryta ujeżdżalnia.


XX Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy: Bajka zbierała po wsi Laski pieniądze z Anią Kucharską i jej dziećmi na Orkiestrę. Klaczka była wielką atrakcją - w efekcie puszka pękła na spawie.


Dzięki Gośce i przygotowanym przez nią psom ruszyła regularna dogoterapia w Laskach. Prowadzi ją Ania Wudarczyk na zmianę z mężem Miłoszem używając psa Williama. Drugi z psów - Jarus został stróżem nocnym.


Ania Kucharska oraz jej dzieci nadal dzielnie przychodzili i dopieszczali nasze konie w weekendy. W lutym, podczas ferii oddaliśmy Elektrona na przegląd.

Szykowaliśmy się do zawodów jeździeckich Olimpiad Specjalnych. Dorotka, Robert i Gocha trenowali z młodzieżą, pan Henryk (wolontariusz) malował wszystko, co się da, pozyskaliśmy dużą ilość wolontariuszy i różne potrzebne rzeczy.




Julianna Michalska zaprojektowała i przygotowała nam szablon z logo klubu Tarant. Umieściliśmy je na koszulkach i oznaczyliśmy nim beczki na ujeżdżalni.





Coroczne Święto Ośrodka w Laskach w dniu 15 maja, oraz przygotowane olbrzymim nakładem pracy całego zespołu hipoterpeutów i wolontariuszy LASKOWISKO.

Tak nazywała się impreza zorganizowana z okazji dnia Ośrodka, połączona z Ósmym Mazowieckim Mityngiem Olimpiad Specjalnych.



Gościliśmy konie i ponad dwudziestu zawodników z czterech mazowieckich klubów mających sekcje Olimpiad Specjalnych, prowadzących terapeutyczną jazdę konną.


Nasz Ośrodek reprezentowali Paulina Kobel, Julia Jurczak, Natalia Fryca, Piotr Chudziak, Michał Jachimski, Damian Osiewak, Daniel Kuznowicz, Krzysztof Sienkiewicz, Mateusz Orszulak.


Impreza nie byłaby możliwa do przeprowadzenia, bez pomocy licznych wolontariuszy.


Pod koniec maja braliśmy udział w Międzynarodowej Konferencji Hipoterapeutycznej pod nazwą "Hipoterapia - możliwości wspólnego kształcenia". Konferencja była połączona z obchodami 20-lecia Polskiego Towarzystwa Hipoterapeutycznego oraz 20-lecia Fundacji Pomocy Dzieciom Niepełnosprawnym HIPOTERAPIA. W jej trakcie Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Bronisław Komorowski nadał złote krzyże zasługi osobom zasłużonym w działalności na rzecz rozwoju polskiej hipoterapii.

Tuż przed wakacjami odbyło się ognisko na zakończenie roku szkolnego.



Na Sesji pedagogicznej Ośrodka w czerwcu został przedstawiony film o specyfice prowadzenia zajęć hipoterapii z osobami niewidomymi z komentarzem Małgorzaty Pyrki. Przestaje nam pomagać wolontariusz Michał Jachimski (daleko mieszka, problemy z dowozem).

Trzos coraz gorzej się czuje. Piątego sierpnia nie wstał rano, a szóstego sierpnia (około dziewiątej rano) odszedł na zawsze. Był obecny weterynarz doktor Łuczak i Gocha.


We wrześniu odbyła się sesja zdjęciowa zlecona przez sponsora Olimpiad Specjalnych. Brali w niej udział Julia Jurczak na Nortonie i Piotr Chudziak na Biszkopcie, wraz z trenerami Dorotą Makowiecką i Robertem Michalskim. Zdjęcia te zostały wystawione na ogrodzeniu Parku Łazienkowskiego, a szerszy opis ukazał się w biuletynie Olimpiad Specjalnych.
                            zdjęcie z treningu po zawodach


Zaadaptowano podest do wsiadania na konie, koło domu Świętego Maksymiliana. Przeznaczony jest dla Szkoły podstawowej specjalnej, która zaczęła u nas działać od września.




Po wakacjach Fuzja rozpoczęła stopniowo pracę w Hipoterapii.



Dostaliśmy małą bryczkę, którą ma ciągnąć Bajka, oraz specjalnie dla niej dopasowaną uprząż.



Impreza Wigilijna tak jak poprzednio odbyła się w stajni.





Tym razem Mikołaj (pan Henryk) przywiózł, oprócz słodyczy dla dzieciaków, drugi symulator jazdy konnej. Hurra.


Chyba było pod koniec roku. Pogoda była kiepska, podłoże jeszcze gorsze. Nie było gdzie ruszyć koni, tylko na łące było jako tako. Pan Henryk nasz wolontariusz i główny opiekun Bajki zapewniający jej codzienny niezbędny ruch, poprosił aby na ganianie koni zabrać też Bajkę żeby mogła sobie z innymi konikami pobiegać. Owszem biegała, ale tylko parę kółek, a potem pobiegła do lasu. Zrobiła tam małą rundkę i wróciła zanim p. Henryk po nią poszedł. Znowu zrobiła parę kółek i pognała w las. Nie było jej dłuższą chwilę, ale wróciła. Zrobiła chyba sobie rundkę w naszym lasku. Od tej pory nie zabieramy jej ze sobą.


Rok 2013


Po świątecznych feriach ruszyliśmy "z kopyta" na dwóch Elektronach. Jak na razie mówimy o drugim symulatorze Nowy Elektron i tak chyba zostanie. Wszyscy oczywiście chcą jeździć na Nowym.



Coraz częściej zdarzają się nam spotkania z łosiami, które przeniosły się na stałe w pobliże naszego Zakładu.


W marcu zaczęliśmy „pisać” KRONIKĘ STAJNI TARANT. Wszystko zaczęło się od pomysłu Roberta żeby napisać artykuł o wolontariuszach na stronę internetową Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi. Wanda zaczęła zbierać materiały od wolontariuszy, każdy miał napisać kiedy zaczął do nas przychodzić dlaczego i co to mu daje. Męczyła też wszystkich pracujących u nas w dziale żeby coś napisali. Najszybciej załatwił to Robert (jego tekst miał pół strony i był bardzo lapidarny) No i tak to się zaczęło…..






Weterynarzem leczącym nasze konie jest doktor Roman Łuczak.




Kowali mamy natomiast tandem: Darka Liszkę i Michała Walędziaka.
na zdjęciu pomocnik kowala







O porządek w naszej stajni dba Pan Piotr.



W marcu do spotkań z łosiami doszły jeszcze spotkania z dzikami i sarnami. Chyba wiosna już za pasem, bo nawet wiewiórki ganiają się po drzewach.


Dla kółka hipologicznego Gocha przeprowadziła próbne ćwiczenia z warsztatu metodą HAE (Horse Assisted Education to innowacyjna koncepcja edukacyjna, w której konie wspomagają rozwój kompetencji osobistych).


Nadszedł pierwszy dzień wiosny: postanawiamy UTOPIĆ MARZANNĘ. Zdesperowani przedłużająca się zimą postanowiliśmy przyspieszyć przyjście wiosny, w ciągu jednego popołudnia powstał plan całej imprezy. Postanowiliśmy utopić Marzannę wspólnie z działem niedosłyszących i niedowidzących.


Trzeba było jeszcze tylko znaleźć płynącą wodę. Najbliższy strumyk był na Michałówce za domem państwa Zanussich. Wanda zrobiła Marzannę z lalki zakupionej w ciuchlandzie (nie mogła być zbyt duża, bo strumyk był bardzo wątły), powyciągaliśmy różne ozdoby (rogi łosi, rogi diabła, pomarańczowy kapelusz i tym podobne), przystroiliśmy się w to i razem z działem niedosłyszących i niedowidzacych ruszyliśmy topić Marzannę. W jedną stronę na koniach jechali starsi chłopcy, a wracali młodsi, prowadzeni przez starszych chłopców i wolontariuszy. Gdy dotarliśmy na miejsce, jedna z opiekunek Magda, powiedziała chłopcom z jakiej okazji tu jesteśmy i co będziemy robić. Wręczyła Marzannę Kamilowi Surzynowi, a ten wrzucił ją do wody. Zrobił to tak szybko i jakby od niechcenia, że ani Wanda ani Robert nie zdążyli tego uwiecznić na zdjęciach. Dłużej szliśmy niż topiliśmy, ale było warto.




Msza i coroczne święcenie zwierząt - tym razem idzie Bajka jako reprezentantka naszych koni i jeden z kotów.


Dwunaste urodziny Biszkopta zrobiliśmy w skromnym składzie, bo uczniowie wyjechali na święta. Główny prezent to jabłka dla Biszkopta i coś w zasadzie dla nas czyli szczotka do czyszczenia go. Robert, jako opiekun Biszkopta, przyniósł wspaniałe ciasto czekoladowe domowej produkcji.


W kwietniu Walne Zebranie Polskiego Towarzystwa Hipoterapii – wybraliśmy się we trójkę z upoważnieniem od Gośki.


Specjalnie dla nas przyjechała do Lasek pani Magda Gatty i przeprowadziła szkolenie Masażu koni metodą TTouch.


Reprezentacja Mazowsza pojechała do Kwidzyna na Ósmy Ogólnopolski Mityng Jazdy Konnej. Trenerem ekipy został Robert Michalski, a w jej skład wszedł Damian Osiewak.


Zawody trwały cztery dni, i miały bogaty program towarzyszący.



W maju obchodziliśmy Święto Ośrodka, jedna ze ścieżek dydaktycznych przechodziła przez stajnię.



Wkrótce potem nasz wolontariusz pan Henryk obchodził okrągłe osiemdziesiąte urodziny, otrzymał kubek ze zdjęciem Bajki.


W czerwcu ognisko dla uczestników zajęć hipoterapii. Temperatura tego dnia wynosiła 35 stopni – dzieci dopisały ale apetyty nie. Jak nigdy dotąd zostało jedzenie, natomiast picie znikało w rekordowym tempie.



W lipcu Turnus rehabilitacyjny dla dzieci spoza Ośrodka.



W sierpniu zrobiliśmy generalne porządki w siodlarni, mycie żłobów i poideł, malowanie beczek.


Na początku października robiliśmy szybką sesję zdjęciową, aby wybrać najlepsze zdjęcie do pożegnalnego dyplomu dla dyrektora Adama Kubickiego.




A już siódmego przyjechała Telewizja Polska. Wanda na Aleksie, Monika na Nortonie i Ania Z na Biszkopcie robiły ładne tło do prognozy pogody. Jeździłyśmy stępem i kłusem po łące niedaleko domu Św. Maksymiliana.

Powstało ogrodzenie między padokami przy małej stajni. Zakup rur na ogrodzenie został sfinansowany przez firmę Glaxo. Płot został wykonany przez naszych zakładowych specjalistów.


Pożegnanie dyrektora Kubickiego - uroczyście wręczyliśmy dyplom, a potem wspólnie zjedliśmy pyszne ciastka kupione przez Gośkę.




15 października byliśmy nagrywani podczas zajęć na ujeżdżalni.


W pażdzierniku więźniowie pracujący w Ośrodku przy remoncie domu Państwa Dolańskich, przygotowali stajnię do malowania. Farbę i siłę roboczą, w postaci własnych pracowników, dostarczyła firma Glaxo. Niestety padał deszcz i udało się im tylko częściowo odnowić stajnię.


Przełom października i listopada to czarna seria zachorowań w stajni: Norton - wzmożony kaszel, Biszkopt – uczulenie (spuchł na całym ciele i okropnie się o wszystko drapał), Bajka – podejrzenie początku ochwatu (sztywna, osowiała), Aleks – lekka kolka (zauważona w pierwszym stadium), Fuzja – dziura w tylnej lewej nodze (prawdopodobnie zrobiona oderwanym drutem od paśnika).

Gocha razem z Agą Kocik stworzyły projekt nowej stajni (różne warianty), Robert zrobił inwentaryzację w stajni, łazience i w baraczku. (Wanda z Dorotką sprawdzały), dostaliśmy kolejne 3 albumy żebyśmy mogli prowadzić Kronikę, co też niezwłocznie uczyniliśmy!



Weterynarz przeprowadził coroczne piłowanie zębów, ponieważ niektóre konie miały problemy z żuciem.



Dziesiątego grudnia spotkaliśmy się wszyscy na Wigilii w Stajni. Nasz stajenny pan Piotr grał na akordeonie i śpiewał kolędy, wspomagał go Damian Osiewak na afrykańskim bębnie.





Rok 2014



Zajęcia rozpoczęliśmy się dopiero po święcie Trzech Króli. W dzień było minus 17 stopni.



Dorotka i Wanda wzięły udział w specjalistycznych szkoleniach, organizowanych przez Warszawski Oddział Polskiego Towarzystwa Hipoterapeutycznego. Korzystając z ferii, odesłaliśmy oba nasze symulatory do konserwacji.


Weterynarze doktor Dziekan z doktorem Łuczakiem, w ramach konsylium, zrobili Nortonowi badanie endoskopowe, w związku z jego przewlekłym kaszlem. Przy okazji stwierdzili ochwat u kucyka.

Czwartego marca realizowano program Ziarno, o Zakładzie dla Niewidomych w Laskach. Konno jeździły nasze dzieci, dzieci występujące w programie, ksiądz prowadzący "Ziarno", a nawet pan operator skorzystał z okazji.


Piętnastego maja Święto Ośrodka. Woziliśmy i objaśnialiśmy wszystkim chętnym na czym polega hipoterapia, jak odczuwają jazdę na koniu osoby niewidome. Skorzystały z tego również Siostry postulantki, niestety Biszkopt nie stanął na wysokości zadania i przestraszony fruwającym habitem, pozbył się jednej z sióstr pięknym bryknięciem.


Aż z woj szczecińskiego przyjechały do nas dwa kucyki (oba surowe jak ziemniaki). Za jednego zapłaciliśmy jak za zboże, drugiego dostaliśmy gratis !!!


Powiedzenie "darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby" sprawdziło się w całej okazałości. Czereśniak na dzień dobry sponiewierał Gośkę i wysłał na zwolnienie w związku z wypadkiem przy pracy. (No jednak nie tak całkiem :)))




Najszybciej nawiązała kontakt z kucykami Arnika, Natomiast pan Henryk zajął się ich codziennym "treningiem".




Specjalnie dla tabunu kucyków, Panowie z działu gospodarczego uszczelnili siatką pastwisko za ujeżdżalnią. Przy okazji powstał tam ring do pracy z końmi.



Dwunastego czerwca zrobiliśmy tradycyjne ognisko na podsumowanie roku szkolnego.


Najwięksi miłośnicy koni: Arnika i Olaf przychodzili, regularnie przed szkołą, na zajęcia z panią Wandą o godzinie UWAGA!!! siódmej dziesięć !!!. i jak widać byli bardzo zadowoleni z porannego wstawania.



Uczniowie wyjechali na wakacje, a my przez dwa tygodnie uczestniczyliśmy w turnusie rehabilitacyjnym, zorganizowanym pod patronatem Polskiego Związku Niewidomych.



Pan Henryk wspomagał nas również w wakacje i jak widać z każdym rokiem jest coraz młodszy :)


Oprócz Gośki, również Wanda była na zwolnieniu lekarskim i pracę we wrześniu rozpoczęliśmy w okrojonym składzie.



Powstał podjazd dla wózków przy wejściu do baraku, do czasu aż beton stężał, komunikacja była utrudniona...


Pojechaliśmy całą grupą do Kielnarowej koło Rzeszowa, na konferencję hipoterapeutyczną, gdzie uczestniczyliśmy w ciekawych wykładach. Jedno z seminariów prowadziła Małgorzata Pyrka, praktycznie zaznajamiając hipoterapeutów ze specyfiką pracy z niewidomymi.



Jedną z nowości była prowadzona tam alpakoterapia, stado liczyło około 30 sztuk, można było je głaskać i karmić.



Kilkoro dzieci z Lasek chwaliło się, że podczas wakacji brało udział w Delfinoterapii. Póki co Robert przywiózł akwarium z rybkami.


Wolontariusze z Glaxo w dwóch turach malowali stajnię i razem z nami przysposabiali ją dla niewidomych i słabowidzących. Każdy koń ma od tej pory swój kolor. Wejście do stajni, progi zostały pomalowane jaskrawą farbą.


W końcu udało nam się znaleźć nowy dom dla stada gołębi, które kiedyś hodował Antoś, a z czasem zaczęły się stołować w stajni i podejrzewaliśmy, że są powodem chronicznego kaszlu niektórych naszych koni.



Funio przekwalifikował się na osobistego psa przewodnika dla dwuletniej Oliwki. Przez to mamy problem, bo dziewczynka woli spacerować z Funiem, niż jeździć na Aleksie.


Jesień w tym roku była długa i ciepła, nawet najmłodsze grupy do ostatka korzystały z koni.



W grudniu zorganizowaliśmy spotkanie Mikołajkowo-Wigilijne. Wszyscy byli grzeczni, więc odwiedził nas Mikołaj z prezentami. W pięknie przystrojonej stajni, przez dwie godziny śpiewaliśmy kolędy przy akompaniamencie pana Piotra i Marcina Otrębskiego, kształcącego się na organistę.



Pan Piotr i Marcin podczas gry na instrumentach


Przedszkole nie dotarło na nasze spotkanie, ale sami przygotowali wspaniały występ z okazji Świąt Bożego Narodzenia.


Pod koniec roku z powodu kiepskiej pogody i krótkiego dnia większość zajęć odbywała się na symulatorach. Każdy pobyt w stajni i spotkanie z końmi był dużą atrakcją dla stęsknionych dzieci.


Tuż przed końcem roku ugościliśmy również naszych wolontariuszy, którzy regularnie pomagali nam w zajęciach z dziećmi.